To jedna z najbardziej zaskakujących decyzji w polskim show-biznesie. Justyna Steczkowska potwierdziła, że jej syn Leon Myszkowski oficjalnie został jej menedżerem. Największe emocje wzbudza jednak to, jak wygląda ich zawodowa relacja. W pracy nie ma mowy o „mamo”.
Steczkowska tłumaczy swoją decyzję
Justyna Steczkowska od lat uchodzi za perfekcjonistkę, dlatego informacja o tym, że powierzyła swoją karierę synowi, wywołała spore poruszenie.
Piosenkarka zdradziła kulisy tej decyzji na kanapie programu „halo tu Polsat”.Jak podkreśliła, nie chodziło o rodzinne sentymenty, lecz o kompetencje i zaufanie.
Historia bycia czyimś menedżerem to tak naprawdę historia zaufania. Życie nie jest opowieścią o pieniądzach, a o dobrych relacjach – szczególnie w pracy – wyjaśniła Steczkowska.
Artystka nie ukrywa, że gdyby Leon nie wykazywał się profesjonalizmem, nigdy nie dostałby tak odpowiedzialnej roli.
Gdyby mój syn był leniwy i niegramotny, nie mógłby pełnić tej funkcji – dodała bez ogródek.
Tak syn zwraca się do Steczkowskiej
Największym zaskoczeniem dla widzów okazało się jednak to, jak wygląda ich codzienna współpraca. Leon Myszkowski zdradził, że w sprawach zawodowych obowiązuje jasna granica prywatność zostaje za drzwiami.
W sprawach zawodowych jest osobą trzecią. Albo pani Justyna, albo Justyna – to zależy – wyznał syn piosenkarki, Leon Myszkowski.
Sama Steczkowska przyznała, że taka forma relacji sprawdza się najlepiej i pozwala uniknąć niepotrzebnych emocji.
Skoro jemu ufam bardziej niż komukolwiek na świecie, tak jak mojej rodzinie, to czemu nie? – podsumowała.
Decyzja artystki wywołała falę komentarzy w sieci. Jedni chwalą ją za odwagę i konsekwencję, inni nie kryją zaskoczenia chłodnym, profesjonalnym podejściem syna do własnej matki.


Zobacz także:
Magda Steczkowska żegna Agnieszkę Maciąg. Jej słowa wyciskają łzyJustyna Steczkowska nie boi się śmierci. Czeka na nią
























