Tadeusz Drozda występuje od 55 lat i mimo, że mogłby cieszyć się emeryturą chętnie występuje, ale i udziela się w internecie.
Tadeusz Drozda to inżynier elektryk z wykształcenia, ale nie pracował w zawodzie. Szybko przekształcił swoją pasję w karierę satyryka. Założył wraz z przyjaciółmi kabaret „Elita”. Potem występował z Bohdanem Łazuką. Współpracował z takimi aktorami jak Piotr Fronczewski czy Janusz Gajos. Jego programy „Herbatka u Tadka”, a potem „Śmiechu warte” emitowany w latach 1994-2004, czy „Dyżurny Satyryk Kraju”(2008-2014) zapewniły mu ogromną popularność. Potem wycofał się na emeryturę, ale czasami jeździ jeszcze z występami po Polsce i ostatnio wystąpił na Polsat Hit Festiwal.
Odkładał na czarną godzinę
Podczas konferencji festiwalu w Sopocie satyryk wypowiedział się na temat swojej emerytury.
– Przeciętny emeryt pewnie powie, że nie starcza, a ja całe życie wiedziałem, że nie będę żył z samej emerytury. Byłem zaskoczony, że w ogóle coś płacą. Przygotowywałem się do tego od lat. Nigdy nie miałem takiej zasady życiowej, żeby wydać do ostatniej złotówki. Trzeba było zostawić na czarną godzinę, więc tak zrobiłem – wyznał dla Złotej Sceny.
W międzyczasie może też dorabiać. Córki namówiły go, żeby założył sobie kanał na YouTube i komentował różne wydarzenia.
– Musisz, naród czeka na twoje przemyślenia – usłyszał wtedy.
Nie musi czekać na telefon
Okazało się, że to jest strzał w dziesiątke. Ludzie chcą oglądać znanego prezentera. Kanał nazywa się „Dyżurny Satyryk Kraju” i Tadeusz Drozda ostatnio komentuje polityczne zawirowania wokół kampanii prezydenckiej.
-To jest doskonałe źródło, bo mówię, co chcę i dostępne jest dla wszystkich. YouTube ma tą zaletę, że sam siebie możesz zaakceptować i robić programy, a nie czekać łaskawie na telefon – opowiada satyryk dla Złotej Sceny.



























