Właśnie zakończyło się trzydniowe święto polskiej muzyki w Opolu. Opinie są podzielone. Jedni wytykają każdą wpadkę, inni zachwycają się lepszym poziomem festiwalu bez Zenka i Rodowicz. Na scenie pojawiła się po latach Sława Przybylska.
Artystka wystąpiła pod koniec pierwszego dnia festiwalu w Opolu, 31 maja. Sława Przybylska ma 92 lata i w jest doskonałej formę. Na scenie zaśpiewała “Gdzie są kwiaty z tamtych lat” czy “Tańcząca brzoza”. Recital wokalistki został nagrodzony gromkimi oklaskami. Widownia była zachwycona koncertem. Po występie piosenkarce wręczono honorową nagrodę — Karolinkę. Zaskoczyło to wszystkich, a jej menadżer nie krył oburzenia.
Gipsowa nagroda
– Artystka miała być uhonorowana specjalną nagrodą, a tymczasem dano jej Karolinkę z gipsu, którą wręcza się debiutantom. W tym przypadku to przedziwne, bo o jakim debiucie tu mówimy. Do tego nie było jej w żadnym programie. Gdyby nie publikacja „Faktu” nikt nawet by nie wiedział, że pani Sława w Opolu wystąpi, bo nigdzie nie było jej nazwiska – stwierdził ze smutkiem Krzysztof Rydzelewski w wywiadzie z “Faktem”.
Godzinne spóźnienie
Występ Sławy Przybylskiej był zaplanowany na godz. 22:45, ale niestety nastąpiło spore opóźnienie i to ponad godzinę.
– Niestety było spore opóźnienie i pani Sława wyszła na estradę dopiero przed północą. W jej garderobie było zimo i niestety trochę się podziębiła – powiedział Krzysztof Rydzelewski w wywiadzie z “Faktem”.
Potem jeszcze jedna wpadka nastąpiła, którą również skrytykował menadżer wokalistki. Sława Przybylska weszła na scenę i chciała coś powiedzieć.
– Byłem na widowni i oglądałem występ, nagle wbiegł na scenę pan z obsługi technicznej i wyrwał jej mikrofon. Pani Sława nie miała chwili, by cokolwiek powiedzieć i się przywitać. O mały włos nie wywrócił jej na scenie. To dla mnie skandal – podsumował menadżer dla „Faktu”