Honorowa prezes Stowarzyszenia Artystów Wykonawców nie odpuszcza. Irena Santor od lat mówi głośno o nierozwiązanych problemach polskiego showbiznesu i domaga się sprawiedliwości dla artystów. W rozmowie ze Złotą Sceną, apeluje do władz o uregulowanie tantiem i szacunek dla twórców.
Irena Santor: głos środowiska, który nie cichnie
Choć nie koncertuje już od lat, Irena Santor nadal pozostaje aktywnym głosem środowiska artystycznego. W rozmowie ze „Złotą Sceną” przypomniała o trwającej od 18 lat walce o prawa artystów wykonawców w Polsce.
Jesteś osobą, która bardzo dba o nasze środowisko, jesteś społeczniczką, pracujesz, jesteś honorowym prezesem naszego Stowarzyszenia Artystów Wykonawców i jest ci bliskie nasze problemy środowiskowe, które od wielu, wielu lat nie są rozwiązywane. Poszczególne kolejne rządy nie chcą dla nas wielu rzeczy załatwić – usłyszała z ust prowadzącej rozmowę Anny Jurksztowicz.
Santor podkreśliła, że choć od lat mówi się o konieczności inwestowania w showbiznes, rzeczywistość wygląda inaczej.
Nie było tak zwanych mocy przerobowych. To były takie czasy. Ale potem, po latach, nauczeni tym, co nam Drer zostawił w podświadomości, już wiemy, że to jest wielki showbiznes. O ludzi tego showbiznesu trzeba dbać – powiedziała.
Problemy polskich artystów
Artystka wyraźnie krytykuje brak prawnej ochrony dla wykonawców, którzy – mimo że ich nagrania są powszechnie odtwarzane – nie mogą liczyć na odpowiednie wynagrodzenie.
Ciągle jeszcze nasze władze i miłościwie nam panujący ludzie nie rozumieją, co to jest. Uważają na przykład, że my nie powinniśmy podlegać żadnej ochronie – na przykład tantiemowej. Tak, to jest wolny zawód, to niech sobie będzie wolny. Ale przecież chronimy ludzi, którzy są współtwórcami twórców – podkreśliła.
Irena Santor dodaje, że bez wykonawców utwory nie mają szans zaistnieć.
Twórcy bez wykonawców, bez ich nagrań radiowych, płytowych… Te utwory, które oni tworzą, mogą być popularyzowane i przynoszą tantiemy. A nasze władze tego nie rozumieją. Uważają, że my sobie możemy zarobić na koncertach. To właściwie już teraz tylko koncerty nam zostały, prawda? – mówi gorzko. – Został nam tylko koncert, jeżeli chcemy zarobić sobie na bułkę z masłem.
18 lat czekania na sprawiedliwość
Problem nie jest nowy – środowisko artystów wykonawców od 18 lat walczy o równe traktowanie.
Czekamy już 18 lat, żeby doczekać się aktów prawnych, które pozwolą nam normalnie funkcjonować – tak jak inni muzycy w Europie. Ja chcę dożyć końca świata jeden dzień dłużej, ale chcę, żeby w tym czasie te sprawy mojego stowarzyszenia zostały wreszcie załatwione – apeluje Santor.
Z okazji swoich niedawnych urodzin, piosenkarka wystosowała niezwykłą prośbę.
Jeżeli państwo mają zamiar uczcić moje… naprawdę, czy to tak dużo – mieć 90 lat? No właśnie. To jeżeli to jest powodem do załatwienia naszej sprawy, to ja proszę.
Choć Irena Santor zakończyła karierę estradową, pozostaje w świetnej formie i z poczuciem humoru podsumowuje swój wiek.
Nie sztuką jest być młodym, sztuką jest być starym – jak mawiał Antoni Słomiński. A potem dodał: młodym to każdy był. A być starym – to szczęście. To szczęście – powiedziała Jane Fonda. Tak, ja to powtarzam. Dobrze mi na świecie. Dziękuję losowi, że mogę i tyle doświadczyć, i tyle zobaczyć, i tyle zrozumieć, i tyle przeżyć. Że mogę być. Że mogę być – podsumowuje artystka.

