Pogrzeb miliarderki i jej wnuczka. Po przemowie córki polały się łzy

Katarzyna Pasztaleńska
6 min przeczytany
Irena Rupińska nie żyje

Szumowo, niewielka miejscowość na Podlasiu, pogrążyła się w żałobie. W piątek rodzina, przyjaciele, mieszkańcy i setki osób, które znały Irenę Rupińską, żegnały ją oraz jej 2-letniego wnuczka Bogusia. Oboje zginęli w tragicznym pożarze domu. Ich odejście wstrząsnęło całą społecznością, dla której Rupińska była nie tylko bizneswoman, ale przede wszystkim człowiekiem o wielkim sercu.

Na miejscowym cmentarzu panowała głęboka cisza, przerywana jedynie cichym płaczem i łamiącymi się głosami przemawiających. W ostatniej drodze towarzyszyli im strażacy w odświętnych mundurach, przyjaciele rodziny, mieszkańcy i osoby, które znały Irenę z działalności społecznej.

— Jeżeli moglibyśmy oddać za nich życie, oddalibyśmy — mówił ojciec małego Bogusia, zwracając się do tłumu, który zgromadził się wokół dwóch białych trumien przykrytych kwiatami.

Kim była Irena Rupińska?

54-letnia Irena Rupińska była współwłaścicielką dynamicznie rozwijającej się firmy wydobywczej, która zatrudniała wielu mieszkańców regionu. Mimo sukcesu finansowego pozostała osobą niezwykle skromną i otwartą na ludzi. Jak podkreślają mieszkańcy, jej dom był miejscem, w którym każdy mógł znaleźć ciepło i pomoc.

Jeden z obecnych na pogrzebie żałobników wspominał:

„W drzwiach domu Ireny klucz zawsze był od zewnętrznej strony, żeby każdy mógł do nich wejść.”

Choć była osobą zamożną, nie tworzyła dystansu. Umiała słuchać, wspierać i budować wokół siebie prawdziwą wspólnotę.

Początki w Szumowie: historia miłości, pracy i budowania domu

W czasie kazania ksiądz opowiadał o historii życia Ireny, która dla wielu brzmiała jak scenariusz filmowy:

— Poznała miłość swojego życia — Kazimierza, z którym wzięli ślub 15.07.1989. Oboje pracowali na gospodarstwie. Tam przyszły na świat ich dwie córki. Gdy dziewczynki były małe, przeprowadzili się do Szumowa. Przez pierwszy rok mieszkali w przyczepie, jak Drzymała. Później przeprowadzili się do wynajmowanego domu — wspominał duchowny.

Z czasem rodzina stworzyła własne miejsce na ziemi — pełne miłości, pracy i gościnności.

— Sprowadzili dzieci, przekonani, że właśnie tutaj jest ich miejsce. Powoli zmieniali puste pola w małe szumowskie Mazury. Tutaj urodziła się ich kolejna córka Wiktoria. W 2004 r. zbudowali swój własny dom, który stał się ich domem rodzinnym, ale otwartym dla każdego. Irenka była człowiekiem, dla którego dobroć i bliskość były czymś naturalnym. Ludzie do niej lgnęli, bo potrafiła słuchać, wspierać, żartować.”

Pożar, który zabrał dwa życia

Do tragicznego zdarzenia doszło 22 listopada, w sobotni wieczór. W sypialni na piętrze domu, gdzie Irena przebywała z wnuczkiem, zapalił się nawilżacz powietrza. Rodzina natychmiast ruszyła z pomocą, lecz ogień rozprzestrzenił się błyskawicznie.

2-letniego Bogusia i jego babci nie udało się uratować.

— Dziś żegnamy dwoje ludzi, dla których życie miało być dłuższe, ale są teraz już tam, gdzie nie ma bólu i strachu. Wierzę, że są razem, a my mamy ich w sobie — mówiła córka Ireny, stojąc przy trumnach.

Pożegnanie małego Bogusia

Na pogrzeb przybyły tłumy. Dla Bogusia na wietrze powiewały kolorowe baloniki, które trzymali w dłoniach uczestnicy ceremonii — symbol niewinności i kruchości życia.

— Małe stópki, ciepłe dłonie pobiegły w stronę światła. Zostawił w naszych sercach ślad, którego czas nie zatrze — mówił łamiącym się głosem ojciec chłopca.

Wspominał też ich wspólny czas:

— Dalej zadaję sobie pytanie, czy mogłem zrobić coś więcej. To pytanie będzie mi towarzyszyło do końca życia. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo kocham swojego najmłodszego syna, dopóki go nie straciłem — mówił, nie kryjąc łez.

Na koniec dodał:

— Kochany synku i mamo, opiekujcie się nami. Bogusiu, Irenko, kochamy Was. Żegnajcie.

„Oni byli spoiwem” — wzruszające słowa córki

W ostatnim pożegnaniu zabrzmiały także słowa o więzi łączącej babcię i wnuczka:

— Ten mały aniołek, który był z nami tak krótko, ale miał z babcią Irenką wiele wspólnego. Ten sam błysk w oku, tę samą miłość do świata i ludzi. Przed nim otwierały się wszystkie drzwi i okna, odbudowywały nawet zburzone mosty. Oni byli spoiwem — mówiła córka Ireny.

— Mamo, opiekuj się maleńkim, podbijajcie swoje niebiosa. Wiem, że już to robicie ze swoim pięknym uśmiechem — dodała.

Ostatnie słowa proboszcza

Uroczystości zakończyły się poruszającym wystąpieniem proboszcza:

— Rolą proboszcza jest pożegnać najbliższych w imieniu Irenki i Bogusia. Mówią do widzenia mamie Kasi, tatusiowi Bartkowi, bratu Stefankowi, mężowi Kazikowi. Chcą podziękować, uściskać wspaniałe córki i ciocie. Mówiąc o Irence i Bogusiu, mówimy: oni żyją, nie tu, ale w Bogu.

Wspólny grób i pamięć, która pozostanie

Irena Rupińska i mały Boguś spoczęli w jednym grobie, tak jak odeszli — razem. Dwie białe trumny, kwiaty, tłum ludzi i cichy dźwięk baloników unoszonych w podmuchach zimowego wiatru stały się symbolem miłości, której nawet śmierć nie potrafiła przerwać.

Co myślisz?

Udostępnij ten artykuł
Uwielbiam komedie i muzykę popularną, chociaż nie stronię od klasycznej czy jazzowej. Spełniona zawodowo i prywatnie mama dwojga dzieci. "Cierpliwość jest podporą słabych, niecierpliwość ruiną silnych" – to moja życiowa dewiza.
Brak komentarzy
Złota Scena
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.