Aktora oglądamy na wielkim ekranie, ale i w seriach. Kiedyś podjął ważną decyzję o przeprowadzce do Warszawy. To się jemu opłacało.
Mirosław Kropielnicki w 1988 roku ukończył studia na PWST we Wrocławiu, a swoją karierę rozpoczął w Teatrze im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze. Następnie związany był z Teatrem im. Wilama Horzycy w Toruniu (1988–1991) oraz Teatrem Polskim w Szczecinie (1991–1992).
Został tam na lata
Potem występował w Poznaniu.
– Od 1992 roku byłem w poznańskim Teatrze Nowym przez 28 lat. Zajmowałem jedną garderobę ze zmarłym Mariuszem Sabiniewiczem. To było w momencie, kiedy Tadeusz Łomnicki robił tam „Króla Leara”. Moją żonę Bożenę Borowską on wybrał do roli Kordelii i dzięki temu znaleźliśmy się w Poznaniu. Wtedy dyrektor Eugeniusz Korin powiedział, że mam przeczekałem jeden sezon, bo nie miał wtedy etatu dla mnie. Tak się zaczęło – opowiadał aktor dla Złotej Sceny.
Tadeuszu Łomnicki zmarł na scenie Teatru Nowego w lutym 1992 roku i Bożena Borowska nie zagrała w tej sztuce, ale została z mężem w Poznaniu. Mają tam dom w Tarnowie Podgórnym.
Rzucił to 10 lat temu
10 lat Mirosław Kropielnicki w wieku 50 lat zdecydował się rzucić teatr w Poznaniu i przeprowadzić do Warszawy.
– To miasto daje możliwości, żeby grać w filmach, a tego chciałem. Właśnie mamy premierę filmu „Wielka Warszawska”. Pierwowzorem mojej postaci jest Pershing. Ryszard ma pod sobą tych wszystkich gangsterów i zarządza tak naprawdę wyścigami na Służewcu w latach 90. Wszystkie te przekręty to jego sprawka. To główny mafioza w tym filmie. Z ciekawością podszedłem do scenariusza Bartka Ignaciuka, również reżysera tego filmu, którego poznałem przy „Wielkiej Wodzie”. „Wielka Warszawska” to jest scenariusz Jana Pużyckiego, który wcześniej napisał „Wielkiego Szu”, „Piłkarski poker” i to jest jakby dopełnienie tej trylogii. To nie było w kategoriach odmawiania, bo ja po prostu z Bartkiem się przyjaźnię zawodowo i prywatnie – wyznaje Mirosław Kropielnicki dla Złotej Sceny.


Scenariusz leżał w szufladzie od ponad 30 lat. Nikt nie chciał tego robić, bo władza zabroniła. W złym świetle stawiało Wielką WarszawkĄ, wyścigi konne. Tam przychodzili gangsterzy, mafiozi, ale i śmietanka towarzyska stolicy.
Nowe wyzwania przed nim
Aktor ma za sobą występ w „Heweliuszu”, a na co dzień gra w Teatrze Polonia i Och Teatr.
– Powiem, że ograniczam moje występy w teatrach, bo już się sporo nagrałem w swoim życiu. Teraz jestem w zdjęciach do drugie części „Idź przodem, bracie”. Bardzo duża i ciekawa rola przede mną. Natomiast w kwietniu ruszamy z serial dla HBO. Jestem tutaj dopiero w Warszawie od 10 lat, a tak naprawdę teraz mi się to wszystko udaje, więc nie chcę z tego zrezygnować absolutnie – zapewnia artysta dla Złotej Sceny.
Odpoczywa w swoim ogrodzie
Mirosław Kropielnicki przyznał, jak odpoczywa w wolnej chwili. Na co dzień mieszka w Warszawie, ale kiedy tylko może ucieka do Wielkopolski.
– Podróżujemy, jeśli mamy czas z żonką, ale bardzo lubię swój ogród, który założyliśmy 26 lat temu pod Poznaniem. Mamy dużo drzew, róż. Nie sadzę już tam wiele, ale tnę i jest co robić. Lubię też po prostu posiedzieć, poczytać, wypić lampkę wina i to jest bardzo przyjemne. Oczywiście mamy też warzywniak i owoce – opowiada aktor.
Mirosław Kropielnicki jego żona mają jednego syna, Kacpra, który jest chirurgiem stomatologicznym i implantologiem. Pracuje w Poznaniu.



























