Konrad Kuźmiński pokazał swoją mamę. Wygląda jak jego siostra

Anna Markiewicz
6 min przeczytany
Konrad Kuźmiński z mamą/Instagram

Po likwidacji schroniska w Sobolewie Konrad Kuźmiński z organizacji DIOZ stał się wręcz bohaterem narodowym, który ratuje konające zwierzęta. Wszystko zaczęło się od jego dziadka.

Konrad Kuźmiński od 9 lat prowadzi DIOZ, organizację prozwierzęcą, która robi interwencje i odbiera zaniedbane, zagłodzone przeważnie psy, ale i inne zwierzęta od właścicieli. Stworzył dwa ośrodki, gdzie mogą być psiaki leczone i zaopiekowane.

Chciał być jak Psi patrol

Wszystko zaczęło się, kiedy był dzieckiem. Przyznaje, że ważną rolę w jego życiu spełnił dziadek.

– Dziadek angażował się w ochronę zwierząt w latach 80., 90., ale to była całkiem inna pomoc niż to jest teraz. On mnie tym zaraził. Przerodziło się to w marzenie o stworzeniu w Polsce organizacji na wzór „Policji dla zwierząt”. Później stał się osobą niepełnosprawną i te czasy pamiętam najbardziej, kiedy oglądaliśmy Animal Planet i tam był program „Policja dla zwierząt” – opowiadał dla Żurnalisty.

Chciał być jak oni i ratować zwierzęta.

– Mając 10, a może 12 lat, mówię: kurczę, chciałbym żeby w Polsce coś takiego było, bo wtedy jeszcze nie słyszało się w ogóle o działalności organizacji ochrony zwierząt i zawsze o tym marzyłem. Chyba udało mi się spełnić to marzenie, bo trochę tak działamy jak ta policja dla zwierząt, szczególnie, że właśnie w tych krajach Ameryki Północnej to też są organizacje społeczne, stowarzyszenia, które mają wiele kompetencji do ratowania zwierząt. No i my trochę też – opowiadał Konrad Kuźmiński dla Żurnalisty.

Mama była z nim od początku

Ważną osobą w życiu prezesa DIOZ-u jest jego mama. Nie wiele mówi o rodzinie, ale dwa lata temu wyznał prawdę o swoich bliskich w wywiadzie dla Żurnalisty.

– Kiedy miałem 12 lat i zaangażowałem się w pomoc zwierzętom moja mama była ze mną, gdy to wszystko się zaczynało, rozwijało. Teraz jest jej trochę mniej, bo ja nawet nie mam czasu do niej zadzwonić przez kilka dobrych tygodni. Niemniej jednak oni byli ze mną od samego początku.

Nie ma świąt i imprez rodzinnych

Opowiadał, że nie ma życia rodzinnego i bliscy się do tego przyzwyczaili.

– Dla nich to jest takie zupełnie naturalne, że jak prowadzę taką organizację nie mam w ogóle życia prywatnego. Na święta jak przyjeżdżam, to jestem 15 minut i mnie nie ma albo nie dojeżdżam na jakieś chrzciny, urodziny czy komunie. To dla całej rodziny stało się rzeczą normalną, że Konrada po prostu zazwyczaj nie ma – wyznał.

Konrad Kuźmiński pochodzi z Jeleniej Góry, ale teraz przebywa na terenie swoich dwóch ośrodków w Pietrzykowie na Dolnym Śląsku oraz w Wojtyszkach w województwie łódzkim. Nie wiadomo, gdzie mieszka jego mama. Tego on nie podaje, ale pokazał ją na zdjęciu z okazji jej 50. urodzin. Komentarze pod postem były jednoznaczne: wyglądają jak brat z siostrą.

Konrad Kuźmiński z mamą/Instagram
Konrad Kuźmiński z mamą/Instagram

Napisał w tym poście:

– Dziś moja mama obchodzi swoje 50. urodziny. Z tej okazji odwiedziliśmy miejsce dla mnie szczególne, ważne i głęboko historyczne. Zamek w Karpnikach. To nie jest zwykła wycieczka ani przypadkowy wybór. To miejsce, w którym ponad 12 lat temu zaczynała się moja droga w ochronie zwierząt, wtedy gdy zamek był jeszcze ruiną, a wokół niego żyły skrajnie zaniedbane, konające zwierzęta, którym próbowaliśmy pomóc najlepiej jak potrafiliśmy.
Ludzie, którzy dziś pracują w tym zamku, doskonale pamiętają tamten czas. Pamiętają tę historię, pamiętają zwierzęta, pamiętają tamte emocje i wtedy pomagali nam, pomagali mi je ratować. To były moje absolutne początki, momenty trudne, surowe, pełne bezradności, ale też momenty, które ukształtowały wszystko to, czym dziś żyję i kim dziś jestem.
Dziś, po tylu latach, spotkaliśmy się w tym samym miejscu, które z ruiny stało się piękną przestrzenią. W zupełnie innych okolicznościach, spokojnych, ciepłych, dobrych, mogliśmy świętować 50. urodziny mojej mamy. Kobiety, która od zawsze mnie wspierała. Choć sama nie jest bezpośrednio zaangażowana w ochronę zwierząt, nigdy nie utrudniała mi mojej pracy, mojej działalności, mojej misji i mojej pasji. Zawsze pozwalała mi iść własną drogą, nawet wtedy, gdy była trudna, niewygodna i pełna ryzyka.
Jestem jej za to ogromnie wdzięczny. Za cierpliwość, za zaufanie, za to, że nigdy nie próbowała mnie zatrzymać, zmienić ani zniechęcić. Za to, że była obok. To twarda, niezwykle twarda kobieta, która nauczyła mnie wytrwałości, odpowiedzialności i tego, że wartości są ważniejsze niż wygoda. Przekazała mi tak wiele, że trudno to wszystko ubrać w słowa.
Cieszę się, że mogliśmy wrócić tu razem, po 12 latach, w zupełnie innym świecie, z tym samym poczuciem, że to wszystko miało sens.

Co myślisz?

Udostępnij ten artykuł
Uwielbiam stare kino, ale i nowsze produkcje. Jestem na bieżąco z filmami. Wybieram te historyczne, wojenne, sensacyjne. Matka dwóch synów i trzech kotów. Odpoczywam przy gotowaniu i krótkich wypadach z dziećmi.
Brak komentarzy
Złota Scena
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.