Gdy Zabłocki pierwszy raz zobaczył Mozila pomyślał, że jest „szaleńcem”. Od 20 lat tworzą razem duet

Martyna Chmielewska
5 min przeczytany
Michał Zabłocki i Czesław Mozil, fot. ONS

To jedna z tych artystycznych symbioz, które zdarzają się niezwykle rzadko. Autor tekstów, który woli pozostawać w cieniu, i charyzmatyczny wykonawca, który z wdziękiem kaleczy polszczyznę. Michał Zabłocki i Czesław Mozil tworzą razem od dwóch dekad, a ich droga to opowieść o tym, jak z komercyjnego sukcesu przerodzić się w głęboko satysfakcjonującą misję.

„Okularnicy” w Alchemii

Wszystko zaczęło się od przypadku w krakowskim klubie Alchemia. Jak wspomina Zabłocki, na scenę weszli muzycy mówiący w „bliżej nam nieznanym języku”. Był to zespół Tesco Value z Czesławem Mozilem.

Wtedy po raz pierwszy usłyszałem Czesława Mozila z zespołem Tesco Value. Śpiewał po angielsku, ale jeden numer wykonał po polsku – Okularników Agnieszki Osieckiej. Była to piosenka dla mnie szczególna, bo napisała ją moja matka chrzestna dla mej mamy biologicznej, która stała się jej pierwszą wykonawczynią. Patrząc na Czesława kaleczącego co trudniejsze słowa, pomyślałem od razu, że dla takiego oryginała i szaleńca sceny mam przecież idealny repertuar – pisze autor w swojej najnowszej książce.

Ta myśl zaprowadziła go prosto do garderoby Czesława Mozila. Po czterech latach współpracy, z wyselekcjonowanych wierszy powstał album „Debiut”, który przyniósł Czesławowi Fryderyka, a „Maszynce do świerkania” ogólnopolski rozgłos. Płyta weszła na szczyty list sprzedaży i stała się kultowa.

Edukacja zamiast komercji

Jednak prawdziwa natura ich duetu ujawniła się później. Kolejne albumy nie powtórzyły komercyjnego sukcesu „Debiutu”, ale twórcy świadomie obrali inną ścieżkę.

Dwadzieścia lat współpracy z Czesławem nie udało nam się do tej pory nawet zbliżyć do sukcesu Debiutu, ale też trzeba powiedzieć, że przyjęliśmy na siebie bardzo trudną rolę – tworzymy projekty ważne edukacyjnie. Dzieje się tak chyba dlatego, że obaj mamy w sobie żyłkę społecznikowską. Początkowy sukces (…) wykorzystujemy dla przeprowadzania akcji artystycznych, niezapewniających nam wprawdzie ogromnych zysków, ale dających wiele głębokiej satysfakcji – przyznaje Zabłocki.

Tak narodziły się ich flagowe, ambitne projekty. Pierwszym były „Księgi emigrantów”, inspirowane duńskim okresem życia Mozila, do których Zabłocki napisał kilkanaście tekstów. Kolejnym „Grajkowie przyszłości”, pomysł Mozila na stworzenie kalendarza adwentowego z 24 piosenkami, realizowany z „porażającą punktualnością”. To właśnie w ramach tego cyklu powstał album „Inwazja nerdów” z przejmującym utworem „Dzieci z Przemysłowej” o niemieckim obozie koncentracyjnym dla dzieci w Łodzi.

Jak Zabłocki i Mozil tworzą piosenki?

Czesław Mozil w swoim stylu opisuje, na czym polega ich twórczy proces.

Z Michałem Zabłockim współpraca wygląda tak – ja mówię: «Śpiewajmy o miłości», a on: «Dobrze, ale zaczniemy od metafizyki i śmierci jednostki w społeczeństwie postmodernistycznym». No i tak to się toczy. Ale dzięki temu nasze piosenki mają teksty, które potem analizują maturzyści – mówi artysta.

Mozil nie kryje podziwu dla warsztatu autora.

Każda jego piosenka to literacki skok do basenu pełnego sensu. Jest tam ironia, mądrość, cięty język i (…) dar pisania tak, że człowiek czuje się trochę głupszy, ale za to bardziej wrażliwy. On naprawdę słyszy rytm języka. To jest dar, którego nie da się kupić. Dlatego choć Michał potrafi być trudny jak ostatni akord (…), to jednak wiem, że z takimi ludźmi warto grać.

Sam Mozil żartobliwie podsumowuje swoją rolę:

Akordeon choć się wszyscy ze mnie śmiali Jest do dzisiaj moim znakiem rozpoznawczym. W telewizji radiu w koncertowej sali, po nim wnet odróżni mnie kto mnie zobaczy. Zostań nerdem i dziwakiem. A zważywszy że polszczyznę wciąż kaleczę, mówiąc często co na język niesie ślina, posługuję się tym obosiecznym mieczem i w efekcie jestem nerdem w dwóch dziedzinach.

Michał Zabłocki śpiewa własne piosenki

W 2022 roku Michał Zabłocki postanowił wyjść z cienia i zacząć śpiewać własne piosenki. Dowodem, że ta decyzja była słuszna, był ich wspólny z Mozilem triumf na 61. KFPP w Opolu w 2024 roku. Za wykonanie piosenki „Ławeczka” zdobyli nagrodę publiczności, pomimo chłodnego przyjęcia przez jury i brak radiowego wsparcia.

Ich współpraca wciąż trwa, a wszystko po to, by jak mówi Mozil tworzyć piosenki, które „dają do myślenia”, nawet jeśli, jak żartobliwie dodaje:

Mogą spowodować kraksę w ruchu drogowym lub obcięcie palca przez gospodynię domową, więc radia ich nie lubią.

Artykuł został napisany na podstawie:

"A w Krakowie na Brackiej pada deszcz. Nieznane historie znanych piosenek" Michał Zabłocki, mat. prasowe
„A w Krakowie na Brackiej pada deszcz. Nieznane historie znanych piosenek” Michał Zabłocki, mat. prasowe

Co myślisz?

Udostępnij ten artykuł
Studentka dziennikarstwa. W wolnych chwilach czytam i recenzuję książki. Najczęściej sięgam po literaturę piękną i reportaż. Uwielbiam także kino niezależne, zwłaszcza francuskie.
Brak komentarzy
Złota Scena
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.