Grzegorz Markowski w 2019 roku ogłosił odejście ze sceny, a dwa lata później definitywnie zakończył działalność artystyczną. Powodem były problemy zdrowotne, które zmusiły go do podjęcia jednej z najtrudniejszych decyzji w życiu zawodowym. Od tamtej pory legendarny wokalista konsekwentnie unika mediów i wystąpień publicznych, skupiając się wyłącznie na życiu prywatnym.
Dla fanów zespołu Perfect i samego Markowskiego była to wiadomość bolesna, ale zarazem zrozumiała. Artysta, który przez dekady był jednym z najmocniejszych głosów polskiego rocka, wybrał spokój zamiast scenicznego zgiełku. I — jak dziś podkreślają jego najbliżsi — była to decyzja świadoma, przemyślana i potrzebna.
Jak dziś wygląda życie Grzegorza Markowskiego?
O tym, jak obecnie wygląda codzienność ojca, opowiedziała w rozmowie z dziennikiem Fakt jego córka, Patrycja Markowska. Jej słowa przeczą obawom części fanów, którzy w ciszy medialnej artysty doszukiwali się złych wiadomości.
— On się naprawdę świetnie czuje. Chodzi z mamą do lasu, chodzą na basen, ćwiczą, prowadzą zdrowy tryb życia, czytają bardzo dużo książek — relacjonowała piosenkarka.
Z jej opowieści wyłania się obraz codzienności dalekiej od estrady, ale wypełnionej ruchem, bliskością natury i spokojem. To zupełnie inny rytm życia niż ten, który przez dziesięciolecia wyznaczały trasy koncertowe, próby i kolejne występy przed tysiącami ludzi.
Legendy też mają prawo zniknąć
Odejście Markowskiego ze sceny było dla wielu symbolem końca pewnej epoki. Jego charakterystyczny głos, charyzma i teksty piosenek na stałe wpisały się w historię polskiej muzyki. Jednak — jak podkreśla Patrycja Markowska — jej ojciec nigdy nie traktował sceny jako obowiązku za wszelką cenę.
Wokalistka przyznaje, że był moment, gdy próbowała namówić go do sporadycznych, gościnnych występów. Z czasem jednak zmieniła podejście, dochodząc do wniosku, że prawdziwa dojrzałość artystyczna polega także na umiejętności odejścia.
— Był taki moment, że jeszcze go trochę namawiałam. Myślałam, że jemu to dobrze robi, jak on wychodzi na scenę, ale wiesz, on nie chce — mówiła szczerze.
Inspiracja Davidem Bowiem i świadome milczenie
W swojej refleksji Patrycja Markowska sięgnęła po przykład jednego z największych artystów światowej sceny — David Bowie. Jego decyzje dotyczące wycofania się z życia publicznego stały się dla niej ważnym punktem odniesienia w myśleniu o karierze ojca.
— Oglądałam ostatnio dokument z Davidem Bowiem, który przez jakiś czas zrezygnował z grania i myślę sobie, że tacy bardzo świadomi artyści nie za wszelką cenę pchają się, że tak brzydko powiem, na scenę — tłumaczyła.
To porównanie wiele mówi o sposobie postrzegania Markowskiego: jako twórcy, który nie musi niczego udowadniać. Jego dorobek jest kompletny, zamknięty i nie wymaga dopisywania kolejnych rozdziałów.
„Ma prawo odpocząć”. Córka o granicach i szacunku
Patrycja Markowska nie kryje dumy z ojca, ale jednocześnie jasno stawia granice. Podkreśla, że Grzegorz Markowski ma za sobą „miliony koncertów” i status legendy, który daje mu pełne prawo do odpoczynku.
— Tata ma naprawdę w swoim dorobku miliony koncertów, jest legendą, więc ma prawo odpocząć. (…) On sobie na to zasłużył i ja nie zamierzam go naciskać — zaznaczyła.
Jej słowa brzmią jak manifest szacunku wobec decyzji artysty, który postanowił zejść ze sceny w momencie, gdy sam uznał to za słuszne. Bez sentymentalnych powrotów i bez gry na nostalgii fanów.
Czy Grzegorz Markowski pojawi się jeszcze na scenie?
Wielu fanów Patrycji Markowskiej zastanawia się, czy podczas jej jubileuszowej trasy koncertowej na scenie pojawi się także jej ojciec — choćby na moment. Sama artystka nie wyklucza takiej możliwości, ale jasno podkreśla, że wszystko zależy wyłącznie od niego.
— Oczywiście, że mi by to zrobiło super, jakby mój tata się pojawiał na moich koncertach. Będzie miał ochotę, to wyjdzie, ale ja muszę iść swoją drogą i polegać na sobie — mówiła.
To zdanie najlepiej podsumowuje ich relację: opartą na bliskości, ale i pełnym poszanowaniu autonomii. Bez presji, bez oczekiwań i bez narzucania ról.
Cisza, która jest wyborem, nie stratą
Dziś Grzegorz Markowski pozostaje poza światłem reflektorów — i wszystko wskazuje na to, że jest to stan, który mu odpowiada. Spacer po lesie, basen, książki i codzienna rutyna zastąpiły scenę, tłumy i oklaski. Dla jednych to zaskakujące, dla innych — dowód dojrzałości i wewnętrznej równowagi.
Legenda polskiego rocka nie musi już niczego udowadniać. Jego muzyka żyje własnym życiem, a on sam — jak wynika z relacji najbliższych — wreszcie może żyć w swoim tempie. I być może właśnie to jest jego najważniejszy, ostatni artystyczny wybór.

























