Znany tekściarz, a ostatnio także śpiewający artysta, Michał Zabłocki, powraca z nową książką. Choć ma w sobie wiele talentów, nie poszedł w ślady swojej słynnej mamy, aktorki Aliny Janowskiej. Zamiast tego od lat buduje własną pozycję w świecie literatury i muzyki.
Ósma książka Michała Zabłockiego
Najświeższa publikacja autora nosi tytuł „A w Krakowie na Brackiej pada deszcz”. To już ósma książka w jego dorobku. Zabłocki prezentuje w niej swoje znane piosenki w zupełnie nowym świetle, uzupełniając je o historie pełne anegdot i jego własnych refleksji.
Do współpracy zaprosił artystów, którzy wykonywali jego utwory m.in. Grzegorza Turnaua, Agnieszkę Chrzanowską, Czesława Mozila i Rafała Golca. To opowieść o kulisach twórczości, spotkaniach ze światem artystycznym i o tym, co dzieje się „między ciszą a ciszą”.
Agnieszka Osiecka była matką chrzestną Zabłockiego
Nie sposób mówić o Zabłockim bez wspomnienia Agnieszki Osieckiej, która była jego matką chrzestną. On sam nazywa ją „niedościgłym wzorem do naśladowania”.
Co można zrobić, gdy otrzyma się w darze matkę chrzestną, która stanowi niedościgły wzór do naśladowania akurat w dziedzinie własnych zainteresowań? Załamać się. I stałoby się tak niechybnie i w moim wypadku, gdyby nie to, że natura obdarzyła mnie błogosławieństwem głupoty.
W głupocie swojej bowiem nie powiązałem wszystkich tekstów Agnieszki z nią samą i w błogiej nieświadomości posuwałem się nawet do tego, by na różnych etapach mojej przygody z pisaniem piosenek objawiać jej swoje pierwociny.
Nie słuchał samej mistrzyni piosenki?
Osiecka wielokrotnie słyszała jego pierwsze próby literackie, od piosenki napisanej w wieku dziesięciu lat po hymn szkoły podstawowej. Sam Zabłocki wspomina, że być może ją chwaliła, ale „nie za bardzo”, bo w miarę dorastania odsunął się od piosenki i skupił na liryce. W książce przyznaje jednak, że jako młody chłopak nie przywiązywał dużej wagi do jej opinii:
Co zatem Mistrzyni Piosenki mówiła o moich tekstach, gdy zasiadała w fotelu przy moim łóżku i cierpliwie wsłuchiwała się w odczytywane sobie wiersze? Powiem zupełnie szczerze i bezczelnie: nie pamiętam.
Zapoznawałem ją z moimi tekstami bardziej z uprzejmości niż z ciekawości, a w dodatku była to uprzejmość nie wobec niej, ale wobec mojej mamy, która słusznie uznawała, że Agnieszka powinna się wypowiedzieć. No więc się wypowiadała. Ale już tym, co mówiła, zupełnie nie byłem zainteresowany.
A więc nie tylko głupota, ale i ignorancja. A nawet nie tyle ignorancja, ile zwykła bezczelność młodego człowieka uchroniły go od samobójczych porównań i kompromitujących zestawień.
Drogi Zabłockiego i Osieckiej przecięły się również zawodowo. Po sukcesie piosenki „Zaklinanie czarowanie”, którą śpiewała Anna Szałapak, Osiecka zaprzyjaźniła się z artystką i rozpoczęła z nią współpracę. Jak przyznaje Zabłocki, to właśnie jego matka chrzestna „weszła mu w paradę”, zabierając mu szansę na dalsze projekty z Szałapak.
Ania stała się nową muzą Agnieszki, dzięki czemu powstało wiele wspaniałych piosenek – podkreśla.
Książka Zabłockiego pełna jest też opowieści o jego relacjach z innymi artystami. Szczególne miejsce zajmuje tu Czesław Mozil, którego autor usłyszał po raz pierwszy w krakowskiej Alchemii. Muzyk wykonał wtedy „Okularników” Osieckiej – piosenkę wyjątkową dla Zabłockiego, bo napisaną przez Osiecką dla jego biologicznej mamy, pierwszej wykonawczyni tego utworu.
Artykuł został napisany na podstawie książki:



























